Straszenie RODO jest modne. A prawda jest dużo prostsza
(i bardziej niewygodna).
Nie trzeba kontroli z UODO, wycieku danych ani skargi
klienta, żeby zobaczyć naruszenia RODO.
Wystarczy… wejść na stronę internetową firmy lub instytucji.
Serio?
Serio, serio. Już samo otwarcie wielu stron pokazuje braki w RODO —
i to te podstawowe.
Najczęstsze problemy, które widać „na pierwszy rzut oka”:
🔴 Nieprawidłowy baner
cookies
– brak możliwości odmowy
– domyślnie zaznaczone zgody
– brak informacji o podmiotach trzecich
🔴 Brak lub wadliwa
polityka prywatności
– dokument sprzed 5–7 lat
– brak podstaw prawnych przetwarzania
– brak informacji o prawach osób
– brak danych kontaktowych IOD / administratora
🔴 Formularze
kontaktowe bez klauzuli informacyjnej
– albo z klauzulą „na skróty”, która nie spełnia art. 13 RODO
🔴 Narzędzia zewnętrzne
uruchamiane bez podstawy prawnej
– Google Analytics, Meta Pixel, YouTube, mapy
– dane lecą poza UE, a użytkownik nic o tym nie wie
🔴 Brak zgodności
między treścią strony a rzeczywistymi procesami
– co innego w polityce prywatności
– co innego w praktyce
I teraz ważne:
👉
to nie są „błędy za milionowe kary”
👉
to są podstawy, które da się poprawić szybko i bez paniki
RODO nie polega na straszeniu.
RODO polega na świadomym zarządzaniu danymi — także (a może przede
wszystkim) na stronie internetowej.
Jeśli Twoja strona:
– zbiera dane
– używa cookies
– ma formularze
– korzysta z narzędzi zewnętrznych
to RODO już Cię dotyczy. Niezależnie od wielkości
firmy.
📌 W kolejnych postach
pokażę, jak te błędy naprawić praktycznie i po ludzku — bez prawniczego
bełkotu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz